pytam więc:
jak długo jeszcze
będę wstydzić się tych dwóch prostych słów
tych które budzą dreszcze

W tekście nowej piosenki Kamil Bednarek pyta się osoby do której w jego sercu wzbudziły się bardzo klarowne uczucia, pyta o wstyd przed wyznaniem tej prawdy, którą skrywa serce. Powiedzieć o miłości to przecież obnażyć swoje serce, to wreszcie dać to serce w depozyt miłości. O ile w ludzkim wymiarze ten wstyd dodaje rumieńców na twarzy o tyle w duchowym powinien mobilizować do tego by ta Miłość była pełna.
Zapraszam w dniu dzisiejszym do refleksji, w której Pan Bóg uczy nas przezornej cierpliwości.

 

Drogie Siostry i Bracia!

Dzisiejsza ewangelia to krótki tekst, w którym Jezus zwraca się do uczniów i do zebranych wśród których przemawiał, aby czuwali. Nie do końca zrozumiałe jest to nawoływanie Jezusa o czujność bo wydaje się przecież, że Ci których miał najbliżej siebie, byli najbardziej wyczuleni na Jego potrzeby, i niemalże intuicyjnie wiedzieli czego Zbawiciel oczekuje. A jednak przekaz ewangelii jest bardzo jasny. Dodatkowo bodźcem wzmacniającym wspomniany obraz jest, krótkie przytoczenie sytuacji z przytoczonym człowiekiem, który posiadał dom, ale z uwagi na zaplanowaną wyprawę, postanowił cały majątek domu powierzyć sługom. Zapewne podzielił funkcje, aby jeden zajmował się ogrodem, z kolei drugi, aby pilnował. Nie wiemy ilu było sług, wiemy tylko tyle, że mieli dopilnować całego dobytku i czekać na powrót swojego pracodawcy. Jezus wyraźnie zaznaczył, że właściciel oczekiwał od pracowników, iż w momencie jego powrotu będą w pełni gotowości, aby podjąć podróżnika, przygotować odpoczynek i odpowiednią strawę. Ta niewiadoma o której wróci, czy będzie to noc czy dzień dodatkowo uwypukla tę cechę jakiej się pan spodziewa. A spodziewa się, ze słudzy po prostu będą czekać i nie pozostaną w tym oczekiwaniu bierni. Cały przykład kończy się bardzo wyrazistym hasłem wypowiedzianym przez Zbawiciela: do wszystkich mówię: Czuwajcie!

Owo czuwanie urasta do rangi Bożego przykazania. Czy to tylko przewrażliwienie Jezusa dyktuje taką narrację tej ewangelii ? Jeśli czekać i czuwać to po co? Wreszcie jak czekać, co zrobić, aby się doczekać? To kilka pytań, które stawiam ku naszej wspólnej, dzisiejszej refleksji.

Drogie Siostry i Bracia!

Czy to tylko przewrażliwienie Jezusa dyktuje taką narrację tej ewangelii ?

Mogłoby się wydawać , że Pan Jezus z dzisiejszej ewangelii taki niecierpliwy, troszkę jak dziecko otoczone zabawkami w sklepie. Zdecydowanie taki sposób spojrzenia na tę sytuację ułatwiłby przynajmniej mi interpretację tej ewangelii, ponieważ sam byłbym wówczas zwolniony z wzięcia na poważnie płynących z niej wniosków. A więc nie chodzi tu o niecierpliwość , a pokazanie, że cechą człowieka wierzącego, cechą świadka Chrystusa jest czuwanie. Bywa tak, że niesieni falą obowiązków, codziennym krzątaniem zasypiamy gdzieś w fotelu i tracimy na chwilę poczucie dyspozycyjności. Tak jest bo siły fizyczne mamy ograniczone i bardzo łatwo i szybko człowiek może się wyeksploatować. Identyczny scenariusz może mieć życie duchowe, które pozbawione głębszego przeżycia może doprowadzić do sytuacji, kiedy duchowo się wyłączymy, bo albo własnych sił zabraknie, albo nie zobaczymy Tego, który nam je daje w obfitości. Ewangelia bardzo wyraźnie określa nam podstawową przynależność. Pana i sługi. Nie jest to przynależność czyniąca jakąkolwiek gradację, ona nie dyskwalifikuje nikogo, a jedynie pokazuje system zależności i zaufania. Proszę zobaczyć tu wcale nie chodzi o niecierpliwość, ani nawet o to czuwanie, ta relacja Pana i sługi to zaufanie. Pan wyjeżdża w podróż, słudzy dysponują majątkiem. Mogą go przecież sprzedać i uciec, mogą jakieś dobra delikatnie uszczuplić polepszając byt własnej rodzinie, mogą wreszcie zamiast pilnowania zająć się konsumpcją. Tu jednak jest coś więcej Pan im zaufał i oni o tym dobrze wiedzą – ufam bo ewangelia o tym dalej nie mówi, ale ufam, że tego majątku nie sprzeniewierzyli.

Drogie Siostry i Bracia?

Jeśli czekać i czuwać to po co?

A właśnie po co to czekanie? Po to, aby się wypełniła Boża obietnica, że przyjdzie syn, który pokocha każdego i da poczucie zaufania, które często drugi człowiek pragnie odebrać. To pytanie po co czekam jest bardzo zasadne na początku adwentu, aby się po prostu nie zawieść. Można sobie powyznaczać różne cele, można by nawet napisać kilkadziesiąt listów do Mikołaja, ale jeśli człowiek nie będzie w adwencie czekał na narodziny Chrystusa to niestety na zawsze pozostanie smutny. Lalka, samochodzik, nowy telewizor, smartfon, konsole do gry – to się wszystko kiedyś tam zużyje. To co jest odnawialne w nieskończoność to miłość płynąca z eucharystii. Tu trzeba wrócić do owego zaufania, które jest nam dane od Boga z miłości. Pan Bóg nigdy nie traktuje nas jak najemników, przeciwnie widzi nas jako domowników.
W minione wakacje błogosławiłem związek małżeński bratu ciotecznemu. Człowiek już w średnim wieku, posiadający bardzo duże gospodarstwo. Odbył się ślub, wesele, a po weselu nieoczekiwana sytuacja. Otóż na czas trwających uroczystości wynajęli ochronę, aby ta zatroszczyła się o dobytek. Wydawało się, że dwóch ochroniarzy spełni swoje zadanie. Kiedy wesele dobiegło końca, wracają do domu a ochroniarze w siódmym niebie i tylko obok z puste butelki. Może nikt by awantury nie robił bo pewnie cieszyli się parą młodą, ale jak świętowali mając pilnować to z dobytku dwa poważne sprzęty wyjechały. Kontekst braku odpowiedzialności jest tu jasny. Skąd taka krótkowzroczność. To byli najemnicy. Im nie zależało, praca jak praca, otrzymali wcześniej zadeklarowane pieniądze więc odpuścili. Pan Bóg też nam zapłacił z góry, a często sami z tej miłości rezygnujemy. Jeśli czekać to czuwać po to by Jego miłość dostrzec i aby nie minęła nas gdzieś na poboczu.

Drogie Siostry i Bracia!

Wreszcie jak czekać, co zrobić, aby się doczekać?

Jeśli zakładamy, a przecież tego nie da się podważyć, że Bóg nam ufa, i owa czujność ma nas charakteryzować w oczekiwaniu na Jego przyjście to tu należy zaznaczyć, że owego zaufania nie możemy sprzeniewierzyć. Po ludzku na styku różnicy zdań, czy czasem zbyt interesownego patrzenia na wzajemne relacje, owe zaufanie ulega jakiejś degradacji. W kontekście Boga, On je zawsze podtrzymuje, to zdecydowanie my wypowiadając Jemu „nie” w sobie właściwej formie, niszczymy to połączenie. Są jednak sposoby na to, aby właśnie w tym czasie adwentu ta zewnętrzna ciemność okazała się pełna światła.
Przed laty pamiętam dziecko, które przychodziło systematycznie na msze święte. Dziecko będące w szkole podstawowej z rodziny gdzie nie było pieniędzy, a tym bardziej domowego spokoju. Mała szóstoklasistka każdego dnia przychodziła na mszę a potem po kilka kanapek. Dostawała te kanapki zawsze z uśmiechem bo wiadomo było, że trzeba pomóc. Nigdy kanapek nie doniosła do szkoły bo na parkingu przed kościołem dwaj bracia i mama czekali na posiłek. I tak mała dziewczyna z ogromnym sercem karmiła wszystkich. Po jakimś czasie trafiła do rodziny zastępczej, a teraz jest już osobą, która wybiera się na studia. Pytam jak to jest, że Ci się udało, że tego życia nie zmarnowałaś, że zdecydowałaś się zmienić coś: odpowiedziała; wie ksiądz ja zawsze czekałam, że mama się zmieni, że tato się zmieni, ja się o to szczerze modliłam, ale w pewnym momencie zobaczyłam, że ich ja nie zmienię, że to Bóg czeka na moją decyzję i że to ode mnie zależy to jak się dalej potoczy moja historia. Wtedy zrozumiałam, że Jego zaufanie do mnie nie ma granic i tego nie mogę zmarnować.

W każdej ludzkiej ciemności pali się światło i aby je odkryć, aby się doczekać to trzeba przyjąć w życiu konkretny program. To jest spowiedź, modlitwa, eucharystia a przede wszystkim otwarte serce i dłonie. Nic nie pomoże znajomość nawet najbardziej precyzyjnej wiedzy jeśli serce zostanie zawirusowane brakiem czujności. Trzeba poprzez adwent uczyć się tego wyczuwania sercem, które wprost prowadzi do żłóbka.

drży płomień świecy
trącony oddechem
podobny strunie
uderzonej ręką

na tafli wieczoru
rozbłysnął jak gwiazda
przez czeluść nocy
wiodąca bezpiecznie

ogrzej swe dłonie
wątłością płomienia
który rozbłyska
jak człowiek-
na chwilę

błyśnij jak gwiazda
czekana uparcie
w niepewności mroku
zbudzona nadzieja

żyjesz by płonąć
to jest sens jedyny
choć możesz jak inni
dławić się złudzeniem

i tysiącem rzeczy
gasić swoje głody
których materia
nigdy nie ugasi

możesz minąć Boga
i nie widzieć ludzi
lub możesz życie
zmienić w kromkę chleba

AMEN