Już nie ma tego co pozostało po nas
są półśrodki i pół rozmowa
już czas zapomnieć te wielkie słowa
rzucane ot tak wiatr rozwiał mit

Tak o końcu jakiejś relacji śpiewa Piotr Małkiewicz, czując swego rodzaju ulgę po jej finale. Okazuje się jednak, że w życiu każda relacja i jej koniec zawsze bolą, a niejednokrotnie na siłę bólu mają wpływ osoby bliskie, które nie potrafią odnaleźć się dla nich w nowej rzeczywistości.

W dniu dzisiejszym zapraszam do refleksji o relacji dzieci do rodziców i rodziców do dzieci. Oczywiście dzieci już troszkę starszy, a więc już nie do końca dzieci.

 

Drogie siostry i Bracia!

Przekaz dzisiejszej ewangelii wydaje się w miarę klarowny. Jezus zebrał apostołów i daje im kolejną lekcje dotyczącą najpierw ich osobistych relacji do rodziców, rodzin, a potem wskazuje na przesłanki z których apostołowie mogą wnioskować, jakie domy będą im przychylne kiedy będą posługiwać między ludźmi. Jezus podaje też cały zakres uczynków po których można rozpoznać człowieka, który Bogu zaufał i rozpoznaje w bliźnim Chrystusa. Jednak po przekazaniu wskazówek dotyczących relacji rodzinnych mówi też o krzyżu, który staje się nieodzownym elementem drogi posłania. Do tej pory mogłoby się wydawać, że bycie apostołem to czysta sielanka, cuda, dostatek pożywienia, życzliwi ludzie. Cieniem na to kładzie się ta wiadomość o krzyżu, który trzeba wziąć, aby doświadczyć rzeczywistego spotkania z Bogiem. Myślę, że jeśli przysłuchiwały się temu pouczeniu osoby postronne to wielu zrezygnowało z drogi pójścia za Nim. Świadomość krzyża niestety i dzisiaj powoduje, że człowiek zamiast akceptacji Bożych decyzji, często po prostu z nich rezygnuje powzinając na życie własny plan, gdzie nie ma Boga.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pierwsze zdanie ewangelii, które myślę, że u tych którzy dobrze słuchali wywołuje niepokój. Jezus mówi, że kto kocha ojca i matkę bardziej niż Jego ten nie jest Go godzien. Tak na pierwsze słyszenie, to się wydaje, że ta miłość Boga jest zbyt zaborcza, negatywnie zazdrosna. A jednak to się tylko wydaje bo ta Miłość prowadzi do wolności. Celowo tak mocne słowa, aby człowiek wybierając brał życie w swoje ręce, a nie oglądał się tylko na mamę czy tatę, żeby dalej w życiu pomagali i popychali do przodu. Miłość do Boga w powołaniu ma się realizować samodzielnie co nie oznacza szacunku i miłości do rodziców.

Na tej kanwie postawmy kilka pytań: dlaczego tak mocne słowa w kontekście osób najbliższych padły ze strony Jezusa?

Jak realizować miłość do rodziców? i jak rodzice mają realizować miłość do dzieci?

Drogie Siostry i Bracia!

Słowa Jezusa chociaż mocne to dobrze obrazują ludzkie rozterki, których często nie ułatwia sposób wychowania. Otóż Jezus był świadom, że droga powołania jest pełna wyrzeczeń, które nie zawsze będą łatwe do realizacji jeśli powołany będzie utrzymywał bardzo ścisłą relację z rodzicami. Zbyt opiekuńcza miłość rodziców może prowadzić do duchowego upośledzenia, gdzie człowiek nie będzie w stanie sam decydować o swojej życiowej drodze bez konsultacji z rodzicami. Jezus był świadom, że takie niebezpieczeństwo istnieje, dlatego zareagował zdecydowanie, aby zdecydowana była też reakcja uczniów. Ten ich wybór ma być wolny, jednoznaczny i prowadzący do Chrystusa.
Podobne niebezpieczeństwo trzymania się życiowej pępowiny ma każde dziecko przy realizacji swojej życiowej drogi. Nie ma tu znaczenia czy to ksiądz, czy małżonek czy żona, czy siostra zakonna. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że owa pępowina zamiast zostać odcięta bywa umacniana. W konsekwencji takie życie może doprowadzić do zmarnowania powołania. Tu często obie strony popełniają błędy czasem to rodzice wyręczają we wszystkim dorosłe dzieci lub chcą mieć na wszystko wpływ, a czasem to dorosłym dzieciom pasuje takie pasożytnicze życie, które zwalnia z własnej odpowiedzialności. Chrystus uczy dzisiaj jednoznaczności, która jest wzięciem własnego życia we własne ręce oczywiście w łączności ze Zbawicielem. życie w pełni odpowiedzialne zakłada żywą relację do Pana Boga bo tylko na Niej człowiek jest w stanie budować swoją tożsamość, własny program wartości, tak by realizować swoje powołanie w oparciu o Boga.


Drogie Siostry i Bracia!

Jak realizować miłość do rodziców?

Miłość do rodziców wymaga przede wszystkim szacunku i obecności, ale nie może być to miłość, która zastąpi mi moje ludzkie relacje. Proszę tego źle nie odebrać, ale czasem spotykam ludzi, którzy zawarli związek małżeński, czasem mają już własne dzieci, a ciągle żyją życiem rodziców. Ciągle by tylko z nimi przebywali, do nich jeździli itd.

Kiedyś mój kolega, która ma żonę i dwójkę dzieci tak dzielił się swoimi opowiadaniami dotyczącymi życia małżeńskiego. Ja słuchałem, trochę zazdrościłem, ale w pewnym momencie włączyła mi sie lampka kontrolna. Otóż po zdaniu relacji jak tam żyją zeszliśmy na tematy kulinarne i wtedy prawie a rozpętałaby się burza. Okazało się, że nie do końca świadomy zaczął wychwalać gotowanie swojej mamy. Rozkoszował sie smakami z dzieciństwa, a żona która siedziała przy stole i przygotowała świetną kolację, aż się czerwieniła ze złości. Nagle mówi: i widzi ksiądz tylko Matkę chwali a ja cały dzień tutaj sie dwoiłam i nic . . . .Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli, że ja sam gotów byłem uciekać, ale pomału w rozmowie opanowaliśmy te różne żale. I rzeczywiście okazało się, że dorosły facet, ojciec i mąż, zbyt kurczowo trzymał się spódnicy mamy. Oczywiście mamie ta sytuacja odpowiadała bo miała swojego ukochanego synka dla siebie. Mąż służył jak bankomat a synek stał się jedynym życiowym oblubieńcem. Rozmawialiśmy kilkanaście razy po to by całą sytuację uzdrowić. Okazało się, że on sam zobaczył błędy ze strony matki, relację zdystansował i dzięki temu tworzą rodzinę, która ma swoje kłopoty, ale która sama sobie z nimi radzi. Źle powiedziałem nie sama, razem z Bogiem. Kochać Rodziców to szanować i wtedy gdy pomoc jest niezbędna być na czas. Trzeba jednak budować w oparciu o swoje powołanie jakie Bóg dał do realizacji, a nie w oparciu o powołanie rodziców. Tu potrzebna jest niezwykła roztropność obu stron.

Drogie Siostry i Bracia!

Jak rodzice mają realizować miłość do dzieci?

Odpowiadając na to pytanie posłużę się pewnym obrazem. W ubiegłym roku dane mi było obserwować niecodzienną sytuację, jak to młode bociany uczyły się latać. Przyznam, że z radością przyglądałem się kilka dni pod rząd zabawnym scenom z życia tych ptaków. Pierwsze loty najczęściej kończyły się pomyłkami przy lądowaniu, ale już trzeci dzień to była bardzo wyraźna zabawa skrzydłami i radość z wolności. Ciekawa była postawa w te dni bocianich rodziców. Najpierw latali wokół tak jakby próbowali korygować lot, ale na trzeci dzień rodzice zostali w gnieździe i tylko patrzyli jak młodzież szybuje.

U nas ludzi - czasem to wydaje sie podstawowym problemem, zostać na swoim gnieździe i pozwolić dzieciom budować własne. Czasem tak rodzice chcieliby te dzieci zatrzymać wokół siebie, stworzyć taką przestrzeń nierealną, gdzie babcia gotuje, zięć przychodzi i czasem z żoną śpi a tak to cały czas spędzają razem: taka jedna wielka święta i nierealna rodzina. Trzeba pozwolić odlecieć nawet jeśli pióra się połamią to trzeba pozwolić i mieć otwarte serce by zawsze z powrotem przyjąć. Nie można własnego dziecka osaczyć swoją miłością na tyle, że będzie ubezwłasnowolnione – tak nie można.

My czasem takie sytuacje obserwujemy jak przychodzi para do ślubu, a w sumie nie para a dziewczyna, chłopak i przyszła teściowa. I proszę zgadnąć kto jest najbardziej aktywny i kto najwięcej zadaje pytań. Nie nie, nie młodzi, a teściowa. Wtedy grzecznie Panią prosimy za drzwi, a rozmawiamy z młodymi, bo to oni startują do lotu, oni zaczynają budować swoje gniazdo, a nie teściowa. Czasem mamusia wszystko do ślubu załatwi i chrzest załatwi bo tak bardzo kocha, a to nie tędy droga. Miłość zakłada odpowiedzialne spojrzenie i takie przygotowanie młodych, aby sami wystartowali do lotu.

Takie życie na pilocie u mamusi czy tatusia nigdy nie da szczęścia. Ono wcześniej czy później nie wytrzyma próby czasu.

chcesz odejść
i zostawić miłość
czy ona naprawdę
tak niewiele znaczy
że można po drodze
zgubić ją przypadkiem
bez cienia żalu
w potulnym milczeniu
czy można naprawdę
wyrzucić ją z czasu
jak w czasie podróży
ktoś wyrzuca papier
by nawet za nim
nie pobiec spojrzeniem
czy można z pamięci
wymazać to wszystko
co było dla nas
takie bardzo ważne
z czego codziennie
czerpaliśmy szczęście
na czym wyrosła
siła naszych marzeń

jak można serce
uczynić kamieniem
co zrobić
by się można było
rozstać już na zawsze
ze swoim cieniem

AMEN

Cytat dnia: